projekcja filmu Tadeusza Konwickiego "Jak daleko stąd, jak blisko"
Data dodania: 29 stycznia 2015
21 lutego, godz. 17.15
MOK Legionowo. ul. Norwida 10
projekcja filmu Tadeusza Konwickiego
"Jak daleko stąd, jak blisko"
wstęp wolny
Kilka dni temu, 7 stycznia 2015 zmarł Tadeusz Konwicki, polski prozaik, scenarzysta i reżyser. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką (m.in.: Mała Apokalipsa, Sennik współczesny, Kronika wypadków Miłosnych), filmową (wyreżyserował m.in.: Dolinę Issy, Lawę) i scenarzystą (m.in.: Matka Joanna od Aniołów, Faraon).
Pierwsze, pobieżne spotkanie z Konwickim miało zazwyczaj miejsce w szkole - "Mała Apokalipsa" była do niedawna lekturą licealną. Owocowało ono w głowie młodego czytelnika myślą, że oto będzie miał do czynienia z pisarzem PRL-u, który przechodzi jakże typową drogę od zagorzałego stalinisty do wroga systemu i przeciwnika komunizmu, żeby zmyć grzech wczesnej młodości. Przy raz wyrobionej opinii niezwykle trudno patrzeć na powieści autora i jego filmy bez natrętnego porównywania i klasyfikowania, pozwalającego zobaczyć je nietłumione automatyzmem poznawczym. Dopiero po zagłębieniu się w twórczość nasuwa się pytanie: Czy poetyka powieści Tadeusza Konwickiego była w tak dużej mierze determinowana ustrojem, w którym przyszło mu żyć? Czy bohaterowie Konwickiego wyrośli w oparach absurdu i horroru tych kilkudziesięciu lat, gdy Polska była pod sowieckim panowaniem, czy może ukształtowały ich tęsknoty, lęki i fascynacje twórcy, powietrze Nowej Wilejki, pierwsze miłości i dorosłość naprędce zdobywana w podwileńskich lasach.
Nie można oczywiście pominąć faktu, że bohater Konwickiego z Władzy, Godziny smutku, Nowych dni to zupełnie inna postać niż bohater Dziury w niebie, Kroniki wypadków miłosnych, czy Wniebowstąpienia. Jest między nimi ogromny dystans. Socrealizm potrzebował i akceptował tylko jeden sposób odbioru i opisywania rzeczywistości. Ten gorset normy i formy, choć może nie do końca uświadomiony, wyraźnie uwierał przy tworzeniu pierwszych powieści i opowiadań. Jeśli twórczość Konwickiego to wciąż te same ujęcia tego samego tematu, w dodatku przesycone osobistymi losami autora, nie dziwi zbytnio, że i bohaterowie mają cechy wspólne, tożsamą przeszłość, podobne uwarunkowania i system wartości. W kolejnych powieściach natykamy się na bliźniaczo podobne, wyobcowane, postacie. Bohaterowie cierpią ponadto na syndrom rozdwojenia jaźni. We wczesnych utworach wiąże się on z podwójną tożsamością młodych partyzantów, którzy swoje prawdziwe personalia musieli niejako zostawić za sobą, przyjmując pseudonimy. Ale u ich następców to następstwo urazu wewnętrznego, fizycznych chorób, halucynacji i majaków. Nie potrafią lub może nie chcą odnaleźć się w czasoprzestrzeni, w której przyszło im żyć. Często są bezradni wobec rzeki historii, a ich bunt przesycony jest podświadomym przekonaniem, że sprzeciw nic nie zmieni. Najpewniej i najbezpieczniej czują się, gdy powracają do "kraju lat dziecięcych", choć te powroty w każdym wypadku mają inne podłoże i formę.
Strony rodzinne, okolice Nowej Wilejki, Wilna, zajmują więc w twórczości Konwickiego bardzo ważne miejsce. Wszystkie miejsca, w których mieszkał później ? Kraków, czy Warszawa w której spędził większość swojego życia i mieszka nadal, choć są obecne jako miejsca akcji jego powieści - to odległe, opisywane często po macoszemu lub wręcz ukazywane jako ciągle nowe odsłony elementów krajobrazu podwileńskiego, w nieskończonej liczbie ujęć i odsłon. Bohaterowie ciągle żyją z uświadomioną (lub nie) tęsknotą, nie potrafią odnaleźć się w miejscu swej egzystencji. Poza nią są zaś galerią udręczonych, chorych ludzi z marginesu życia - nieudaczników, prostytutek, wampirów, nie żywych, ale jeszcze nie umarłych.
Powstały w 1971 roku film "Jak daleko stąd, jak blisko" podobnie jak wiele powieści Konwickiego, utrzymany jest w konwencji snu głównego bohatera (którego genialnie zagrał Andrzej Łapicki). Kolejne, pozbawione fabuły obrazy to dzieciństwo w Nowej Wilejce, partyzanckie i wojenne wspomnienia i traumy, ludzie, których obecność zaważyła na jego losach i przewinienia, z których największym jest zabójstwo pewnego człowieka. Pomimo wielowątkowości obrazu, pozornego chaosu fabuły i wielości środków artystycznych, film jest uporządkowany i spójny. Autor zabiera nas w podróż do swojego świata, gdzie próbuje przeżyć życie jeszcze raz, naprawiając błędy i porządkując sprawy z przeszłości. Zarówno utwory jak i filmy Konwickiego dają się odczytać nie tyle jako quasi-autobiograficzne opowieści, co jako metaforyczne powroty do krainy dzieciństwa i dorastania. Bohaterowie i ich losy zdają się być tylko pretekstem do kolejnych odwiedzin, do szukania w pamięci, wspomnieniach, świata, którego już nie ma.
Przyjdźcie i dajcie się uwieźć niesamowitej poetyce słów i obrazów Tadeusza Konwickiego.
Sylwia Krzyżanowska-Grabiec
MOK Legionowo. ul. Norwida 10
projekcja filmu Tadeusza Konwickiego
"Jak daleko stąd, jak blisko"
wstęp wolny
Kilka dni temu, 7 stycznia 2015 zmarł Tadeusz Konwicki, polski prozaik, scenarzysta i reżyser. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką (m.in.: Mała Apokalipsa, Sennik współczesny, Kronika wypadków Miłosnych), filmową (wyreżyserował m.in.: Dolinę Issy, Lawę) i scenarzystą (m.in.: Matka Joanna od Aniołów, Faraon).
Pierwsze, pobieżne spotkanie z Konwickim miało zazwyczaj miejsce w szkole - "Mała Apokalipsa" była do niedawna lekturą licealną. Owocowało ono w głowie młodego czytelnika myślą, że oto będzie miał do czynienia z pisarzem PRL-u, który przechodzi jakże typową drogę od zagorzałego stalinisty do wroga systemu i przeciwnika komunizmu, żeby zmyć grzech wczesnej młodości. Przy raz wyrobionej opinii niezwykle trudno patrzeć na powieści autora i jego filmy bez natrętnego porównywania i klasyfikowania, pozwalającego zobaczyć je nietłumione automatyzmem poznawczym. Dopiero po zagłębieniu się w twórczość nasuwa się pytanie: Czy poetyka powieści Tadeusza Konwickiego była w tak dużej mierze determinowana ustrojem, w którym przyszło mu żyć? Czy bohaterowie Konwickiego wyrośli w oparach absurdu i horroru tych kilkudziesięciu lat, gdy Polska była pod sowieckim panowaniem, czy może ukształtowały ich tęsknoty, lęki i fascynacje twórcy, powietrze Nowej Wilejki, pierwsze miłości i dorosłość naprędce zdobywana w podwileńskich lasach.
Nie można oczywiście pominąć faktu, że bohater Konwickiego z Władzy, Godziny smutku, Nowych dni to zupełnie inna postać niż bohater Dziury w niebie, Kroniki wypadków miłosnych, czy Wniebowstąpienia. Jest między nimi ogromny dystans. Socrealizm potrzebował i akceptował tylko jeden sposób odbioru i opisywania rzeczywistości. Ten gorset normy i formy, choć może nie do końca uświadomiony, wyraźnie uwierał przy tworzeniu pierwszych powieści i opowiadań. Jeśli twórczość Konwickiego to wciąż te same ujęcia tego samego tematu, w dodatku przesycone osobistymi losami autora, nie dziwi zbytnio, że i bohaterowie mają cechy wspólne, tożsamą przeszłość, podobne uwarunkowania i system wartości. W kolejnych powieściach natykamy się na bliźniaczo podobne, wyobcowane, postacie. Bohaterowie cierpią ponadto na syndrom rozdwojenia jaźni. We wczesnych utworach wiąże się on z podwójną tożsamością młodych partyzantów, którzy swoje prawdziwe personalia musieli niejako zostawić za sobą, przyjmując pseudonimy. Ale u ich następców to następstwo urazu wewnętrznego, fizycznych chorób, halucynacji i majaków. Nie potrafią lub może nie chcą odnaleźć się w czasoprzestrzeni, w której przyszło im żyć. Często są bezradni wobec rzeki historii, a ich bunt przesycony jest podświadomym przekonaniem, że sprzeciw nic nie zmieni. Najpewniej i najbezpieczniej czują się, gdy powracają do "kraju lat dziecięcych", choć te powroty w każdym wypadku mają inne podłoże i formę.
Strony rodzinne, okolice Nowej Wilejki, Wilna, zajmują więc w twórczości Konwickiego bardzo ważne miejsce. Wszystkie miejsca, w których mieszkał później ? Kraków, czy Warszawa w której spędził większość swojego życia i mieszka nadal, choć są obecne jako miejsca akcji jego powieści - to odległe, opisywane często po macoszemu lub wręcz ukazywane jako ciągle nowe odsłony elementów krajobrazu podwileńskiego, w nieskończonej liczbie ujęć i odsłon. Bohaterowie ciągle żyją z uświadomioną (lub nie) tęsknotą, nie potrafią odnaleźć się w miejscu swej egzystencji. Poza nią są zaś galerią udręczonych, chorych ludzi z marginesu życia - nieudaczników, prostytutek, wampirów, nie żywych, ale jeszcze nie umarłych.
Powstały w 1971 roku film "Jak daleko stąd, jak blisko" podobnie jak wiele powieści Konwickiego, utrzymany jest w konwencji snu głównego bohatera (którego genialnie zagrał Andrzej Łapicki). Kolejne, pozbawione fabuły obrazy to dzieciństwo w Nowej Wilejce, partyzanckie i wojenne wspomnienia i traumy, ludzie, których obecność zaważyła na jego losach i przewinienia, z których największym jest zabójstwo pewnego człowieka. Pomimo wielowątkowości obrazu, pozornego chaosu fabuły i wielości środków artystycznych, film jest uporządkowany i spójny. Autor zabiera nas w podróż do swojego świata, gdzie próbuje przeżyć życie jeszcze raz, naprawiając błędy i porządkując sprawy z przeszłości. Zarówno utwory jak i filmy Konwickiego dają się odczytać nie tyle jako quasi-autobiograficzne opowieści, co jako metaforyczne powroty do krainy dzieciństwa i dorastania. Bohaterowie i ich losy zdają się być tylko pretekstem do kolejnych odwiedzin, do szukania w pamięci, wspomnieniach, świata, którego już nie ma.
Przyjdźcie i dajcie się uwieźć niesamowitej poetyce słów i obrazów Tadeusza Konwickiego.
Sylwia Krzyżanowska-Grabiec
Cofnij
MOK Legionowo. ul. Norwida 10








